• Wpisów:20
  • Średnio co: 30 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 19:27
  • Licznik odwiedzin:1 736 / 634 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Czy naprawdę pytasz jaki powód skłaniał Pitagorasa do niejedzenia mięsa? Zastanawiam się raczej przez jaki przypadek oraz w jakim stanie świadomości musiał być pierwszy człowiek, który swoimi ustami posmakował rozlanej krwi i wbił swoje zęby w mięso nieżywego stworzenia, zastawił stoły martwymi, cuchnącymi ciałami i miał czelność nazwać jedzeniem i pożywieniem części, które jeszcze chwilę wcześniej krzyczały i płakały, poruszały się i żyły. Jak oczy mogły znieść widok rzezi, gdy podrzynane był gardła i zdzierana skóra, a kończyny odrywano od kończyn. Jak jego nos wytrzymać mógł ten zapach? Jak to się stało, że nieczystości nie odebrały mu smaku, gdy ten miał kontakt z ranami wysysając ich soki oraz serum ze śmiertelnych ran? I z pewnością nie są to lwy czy wilki, które zabijamy w odruchu samoobrony - wręcz przeciwnie - ignorujemy to i zarzynamy niewinne, oswojone istoty, które nie posiadają żądeł ani kłów, którymi mogłyby nas zranić. Z powodu kawałka mięsa pozbawiamy ich słońca, światła, całej życiowej ewolucji, do której mają prawo poprzez narodziny oraz życie."

 

 
Siedziałam za nimi. Wydawali się być taką idealną rodziną. Normalną. Spokojni ludzie, rodzice po 40-stce, syn i córka. Wesoła dziewczynka w czerwonym płaszczu. Taki czerwony kapturek w okularach. Moja dawna przyjaciółka. Zawsze roześmiana. Ale przecież to właśnie ona opowiadała mi, że ojciec nie raz ją uderzył, że była uzależniona od jakichś prochów, że matka jeździła z nią do psychiatry, że się samookaleczała, że jest na tabletkach szczęścia, że chciała uciec z domu. A tam w kościele? Idealne dzieci, idealne małżeństwo, wszyscy szczęśliwi, prawdziwa sielanka. I tak wydaje się zawsze, gdy patrzy się z zewnątrz. Tyle tytułem wstępu.


Nasza rodzina jest chora, relacje w niej są chore.* Każdy siedzi w swoim pokoju w milczeniu, każdy przy swoim szklanym ekranie. Rozmowa umiera. Miłość? A co to takiego? Przecież ja ich nie kocham.
Ja tych ludzi nawet nie znam. Ojciec całe dni w robocie, brat na studiach. Kiedy my ostatnio r o z ma w i a l i ś m y? Z obojgiem właściwie nie mam kontaktu.
Świąteczne posiłki. Nienawidzę ich. Siadamy przy stole w salonie, po to by zjeść w ciszy przerywanej nieliczną wymianą nic nie znaczących zdań. Życzenia nic nie znaczą, tu nic nie jest szczere. Tylko mama stara się coś uratować, ale to syzyfowa praca. Po zjedzeniu każdy rozchodzi się do swoich spraw, do swojego pokoju, do swojego szklanego ekranu. I już. To koniec. Świętowaliśmy, co nie? Więc obowiązek został spełniony, teraz można dalej się izolować.

<I jeszcze wyjaśnię. Nie, nie pochodzę z żadnej patologicznej ani rozbitej rodziny. Ona po prostu straciła swój blask w momencie, gdy ja przestałam być słodkim dzieciakiem.>

" (...) A jednak nie mogę się pozbyć dziwnego niepokoju,
Bo czuję,
Wyraźnie czuję,
Że coś umiera w tej chwili i to tu, w tym pokoju.

Jeszcze raz przeskakuję wzrokiem od głowy do głowy
I nagle wiem, co umiera.
To umiera piękna sztuka rozmowy. "

Ludwik Jerzy Kern

*Nie chodzi mi tu o "chore" w znaczeniu obraźliwym, nienormalne, ale chore czyli coś nie funkcjonuje, nie działa właściwie.
 

 
Złapała mnie dzisiaj ochota na porobienie profeszynal artystycznych zdjęć. To dziwne, nigdy tego nie robiłam. Ale przyznam, że sprawia mi to przyjemność. Oto rezultaty, mam nadzieje, że nie zanudzicie się śmierć. Tyle wariacji i filtrów, bo jestem niezdecydowanym człowiekiem. I wybaczcie kiepską jakość, ale przesyłanie przez fb robi swoje (łączmy się w bólu), a późniejsze wyostrzanie (z którym chyba nieco przesadziłam) nie daje początkowego efektu. Uwierzcie, na telefonie wygląda to 100 razy lepiej. Mimo to podoba mi się, mam nadzieję, że Wam również. Pierwsze trzy lubię najbardziej. Całość z książki "Wróć, jeśli pamiętasz", która zdążyłam dziś przeczytać od deski do deski. No w każdym razie, enjoy!

















  • awatar Mian: Podobają mi się zdjęcia i znam to niezdecydowanie z filtrami :"D
  • awatar Diamond.: Oj znam ten ból gdy Facebook psuje jako zdjęć. Mi się podobają nawet w takiej jakości. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Istnieją tysiące religii, jak można stwierdzić, która jest prawdziwa? Są zbyt zagmatwane, posiadają zbyt wiele sprzeczności oraz niedopowiedzeń, aby mogły być prawdziwe. Człowiek coraz częściej uważa się za istotę wszechmocną, nieomylną, której zdanie jest jedynym właściwym, a przecież nie da się stwierdzić kto ma rację, bo zawsze pozostaje jakaś jedna tysięczna wątpliwości.
Ludzie zrobią dla religii wszystko, tylko nie będą żyć zgodnie z jej zasadami.



Czasem chciałabym uwierzyć w zbawiciela, ale wiem, że to nie dla mnie. Mogę się modlić, jednak patrząc w niebo nie widzę w nim nic poza gwiazdami, przestrzenią kosmiczną i tym podobnymi. Po prostu nic to dla mnie nie znaczy. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak nadrzędna, wszechmogąca istota. Uważam, że ludzie potrzebują wierzyć, że nie są sami na świecie, nawet jeśli nie został im nikt do oparcia. Potrzebują wierzyć, że ktoś nad nimi czuwa, steruje ich losem, bo sami nie dają sobie już z tym rady.

Ja kiedyś wierzyłam, chyba jak każdy, bardzo. Często rozmawiałam z Bogiem, z Maryją, uważałam, że lepiej mnie zrozumie skoro była kobieta. Powierzałam im wszystkie moje problemy i kłopoty. To było dawno, w dzieciństwie, ale od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło. Po tych wszystkich rozmowach, prośbach, modlitwach nic się nie działo, wciąż było jak dawniej, ani trochę lepiej. Więc zwątpiłam. Przestałam się modlić, przestałam pokładać jakiekolwiek nadzieje w Bogu. I przyznam, że czasem mi tego brakuje, ale wiem, że to nie dla mnie. Czuję się jakbym zrzuciła jakiś całun* przesłaniający mój umysł. Tak naprawdę każdy myślący człowiek jest ateistą chociaż częściowo. Bez Boga mogę brać pełną odpowiedzialność za swoje życie. I nawet gdybym chciała, wiara nic dla mnie nie znaczy. Siedząc w kościele nie dążę do duchowego oczyszczenia tylko wyłączam się i rozmyślam nad irracjonalnością jego praw i prawd. Nie umiem uwierzyć, nie chcę i nie zamierzam. Wybacz mi mamo.



Podsumowując:
"Czy zbawienie nam czy piekło,
byle życie nie uciekło,
jeszcze będzie czas umierać,
żyjmy tu i teraz."

*tak, celowe nawiązanie do tkaniny przykrywającej zwłoki
  • awatar Mian: Mnie rodzice nie wpoili wiary, nie wyrobili nawyku chodzenia do kościoła, ani modlenia się. Nie mam nawet bierzmowania. Chodzę do szkoły katolickiej i chciałabym wierzyć, jednak nie potrafię. Z racji tego, że dużo szukam, czytam to moja wiara jest nieokreślona, składam sobie te wszystkie wierzenia do kupy i wierzę w to co do mnie przemawia, na chwilę obecną. Zdecydowanie nie jestem ateistką, zdecydowanie za bardzo uduchowiona jestem, już bardziej agnostykiem. Pozdrawiam (:
  • awatar Diamond.: Ja tez wierzyłam w Boga. Rodzice mi to wpoili. Teraz wątpię. Nie wiem już czy Big jest czy go nie ma. Nie potrafię się zdecydować. Może to przychodzi z wiekiem. Miłego dnia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Osobiście bardzo polecam, danie pyszne i syte, ale nie ciężkie :> a jako, że jak nie cierpię wręcz żadnych kulinarnych inności zleźć coś nowego co by mi posmakowało to naprawdę nie lada sztuka.

Składniki:

1 i 1/2 szklanki ryżu
1/2 kilograma mrożonego groszku (oczywiście można użyć także świeżego)
średniej wielkości cebula
1 por - tylko biała część
ok. 3 szklanki gorącego warzywnego bulionu
szklanka drobno startego parmezanu
2 łyżki gotowego sosu pesto
2 czubate łyżki masła
3 łyżki oleju
łyżka oliwy
4 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki ( ja daję dużo więcej )
pieprz
sól
1. Obraną cebulą pokrój na drobną kostkę. Pora pokrój na cienki plasterki.
2. Na patelni rozgrzej łyżkę masła z oliwą, dodaj cebulę i smaż na średnim ogniu 2-3 minuty, cały czas mieszając. Dodaj pora, wymieszaj, smaż przez minutę, następnie dodaj groszek, smaż aż stanie się miękki.
3. W między czasie ugotuj ryż w bulionie.
4. Dodaj pierwszą szklankę bulionu z ryżu do warzyw i dalej gotuj na średnim ogniu cały czas mieszając, aż do wchłonięcia płynu. Wlewaj porcjami bulion - za każdym razem po wchłonięciu poprzedniej porcji, jednak nie przesadź z jego ilością.
5. Jeśli płyn całkowicie odparował, dodaj jeszcze pół szklanki, wymieszaj i gotuj na małym ogniu 3-5 minut.
6. Dodaj parmezan (zostaw trochę do dekoracji), pesto i natkę pietruszki, dopraw do smaku ziołami, wymieszaj. Zestaw risotto z ognia. Przykryj i pozostaw na 2 minuty, by smaki się połączyły.
7. Porcje przełóż na talerze, posyp parmezanem i udekoruj natką.



*zdjęcie własne*
  • awatar Leea13: <3
  • awatar Mian: Mmm, świetnie to wygląda :D W sumie od jakieś 8 miesięcy moja kuchnia wygląda podobnie :"D
  • awatar st.anger: Kradnę przepis. Dziękuję:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Śniła mi się dzisiaj moja śmierć... Jesień. Nażarłam się prochów. Pojechałam do Niego. Pociągiem. Siedzieliśmy w parku. Nikogo nie było. Trzymał mnie w ramionach. Bolało bardzo. Błagałam, żeby nie wzywał pomocy. Tak strasznie krzyczał.

Mózgu, czemu mi to robisz?

Siedzenie całymi dniami chorym w łóżku ma swoją jedną wielką wadę. Zaczynasz myśleć. Choć nie masz właściwie czego wspominać, bo przez swoje żałosne życie nigdy nie zrobiłaś czegoś wartego zapamiętania, przypominasz sobie te wszystkie momenty, kiedy było.. po prostu źle. Sylwester. Może najpierw trochę o mojej rodzinie: mam była u babci, świętowała, ojciec spał na parterze, brat spał w swoim pokoju, z żadnym z nich właściwie nie rozmawiam. Gdy "znajomi" bawili się, a przyjaciółka świętowała z innymi na drugim końcu Polski, ja siedziałam z wyłączonym światłem na parapecie, głową w kolanach i piwem w ręku. Nie chciałam na nic patrzeć, z nikim rozmawiać, przed wszystkimi udawałam wesolutką, choć chciałam tylko, by sobie poszli, modliłam się, żeby nikt mnie nie znalazł w takim stanie, od fajerwerków miałam ochotę się porzygać. Wtedy właśnie powstał mój mały człowiekeł, kwintesencja ludzkości:


Dopiero gdy wybiła dwunasta zdjęłam z uszu słuchawki i wyjrzałam za okno. Od huku sztucznych ogni i feerii barw zaczęłam płakać jak małe dziecko. Właściwie to nie był płacz, to była histeria, choć nieporównywalna z pewną inną.
No ale dość, wystarczy, choć w sumie chętnie bym poopowiadała o mojej popieprzonej osobowości, no ale po co? Czy ktokolwiek chce to wiedzieć? Raczej nie.
Tak sobie tylko bazgram.

  • awatar Mian: Również leżałam ostatnio chora, dziwny stan (: A co do sylwestra, cóż, mój wyglądał podobnie (: O 12, siedziałam sama na parapecie i beczałam :D Śliczny rysunek (:
  • awatar Anonym: Potworne sny, ja zazwyczaj nie pamiętam swoich po przebudzeniu, jeśli interesują Cię sny, polecam Incepcję, ciężki film ale dla DiCaprio warto. Ja dzisiaj miałam szalone wakacje w moim umyśle. Nasze mózgi są niedobre.
  • awatar Shalgi: Mój sylwester wyglądał tak że rodzice pojechali do swoich znajomych, a ja poszłam na imprezę z której wyszłam o 21. A później do 1 siedziałam na dworze, marzłam i przypominałam sobie jak ujowy był to rok. Czyli w sumie "bawiłam się" podobnie od Ciebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Normą jest, że wszyscy widujemy codzienne idealne, wykreowane przez grafików komputerowych modelki z perfekcyjnymi ciałami 90x60x90 czy to na okładkach gazet, czy to na reklamach, czy to w sieci. Standardowa polska kobieta przynajmniej raz na jakiś czas zajrzy do babskich gazet o modzie, makijażu lub celebrytach. I co tam widzi? Sztucznie wykreowane przez ludzką wyobraźnię twory!
Załóżmy, że taka kobieta staje sobie rano przed lustrem. Następuje dokładny rekonesans od stóp do głów po czym myśl w głowie naszej "znajomej" "No, no, najgorzej nie jest, tu się wciągnie, tam się wypnie i będzie dobrze".
Wieczorem ta sama kobieta ponownie staje przed lustrem, tym razem z owym 'stanowiącym idealny wzorzec' pisemkiem w ręce. Patrzy na odbicie, patrzy na okładkę, odbicie, okładka, odbicia, okładka i myśli sobie "Niemożliwe!"
I dokładnie!
To coś nie jest możliwe! To nie prawdziwe! To iluzja. Więc dlaczego tak bardzo tego pragniemy?
Czy do cholery te 10 cm mniej w pasie uczyni z Ciebie kogoś idealnego?
Niby jesteśmy w pełni świadomi ( świadome ) że nikt tak nie wygląda, że to wszystko kłamstwa, a jednak tak bardzo same byśmy tego chciały...
Dziś w szkole mieliśmy spotkanie z zespołem Full Power Spirit, świetni ludzie, gorąco polecam, gdzie głównym tematem było szczęście - akceptacja, miłość, wolność. I szczerze mówiąc z tymi trzema wartościami trafili w dziesiątkę. Ale nie będę się rozpisywać, ogólnie bardzo mądre spotkanie i dające dużo do myślenia, ale do czego zmierzam.. Na koniec dostaliśmy jako pracę domową pewne zadanie, które bardzo chciałabym, żebyście i Wy zrobili. Nie pytajcie dlaczego, po prostu to zaakceptujcie. A mianowicie:
Stańcie dziś przed pójściem spać przed lustrem, obojętnie w czym, jednak wskazywałabym bieliznę, nastawcie stoper w telefonie na minutę i postarajcie się znaleźć pięć swoich negatywnych cech. Nie musi to być wygląd, lecz sądzę, że większość z Was ( nas ) na tym właśnie się skupi. Zero problemu, czyż nie? A teraz druga część. Nastawcie stoper na dwie minuty i wyszukajcie trzy pozytywne cechy. Niech to będzie coś, co naprawdę w sobie lubicie. Już nie tak łatwo, zgadłam? Problem w tym, że dziś każdy ma zaniżone poczucie własnej wartości, tylko ludzie, kurwa, dlaczego...?


 

 
"Nie jesteś ani tak niewinna, ani tak pewna siebie, jak udajesz. Możliwe, że masz ostry język, ale ostatecznie tam, w środku, pozostajesz małą, bezbronną dziewczynką. Jesteś jedną z tych dziewczyn, które udają oczytane intelektualistki, a w rzeczywistości chcą, żeby komplementować ich urodę. A poza tym pojęcie „oczytane” odnosi się w większości przypadków – w tym również w twoim – do Harry’ego Pottera, rozdziały od pierwszego do dwudziestego siódmego. Ale to inny temat. (…) W głębi serca chciałabyś mieć kogoś, kto cały dzień prawiłby ci komplementy. Kogoś, kto zbudowałby twoje nieistniejące poczucie wartości, którym mogłabyś się chwalić przed swoimi przyjaciółkami."

Carina Bartsch


Nie czuję potrzeby dodawania do tego niczego od siebie :v.

Mam ochotę się rozpisać, ale nie mam kompletnie pojęcia o czym mogłabym pisać.. dajcie mi jakieś tematy. O czym chcielibyście poczytać?

A to po prostu tutaj zostawię.



"Czy jestem szalony?!
Diabeł przyszedł, aby zabrać mnie do piekła,
Ale ja już tam jestem!"

"Jestem zaślepiony gniewem.
I nie potrafię strząsnąć tego uczucia
Irracjonalne, zaraźliwe i niepowściągliwe."

Czy Wy tez macie czasem taki stan, że najchętniej albo palnęlibyście sobie kulkę w łeb albo zrobili to wszystkim otaczającym Was osobom? I właściwie nie wiecie dlaczego.. Po prostu. Boicie się ludzi. Nienawidzicie ich. Nie? Tak sądziłam. Tylko ja jestem tak nienormalna.

"Czy jestem szalony?
Zadaje sobie to pytanie wciąż, wciąż i wciąż
Czy jestem sam?
Otoczony grzechem myślę,
Że to może po prostu być koniec."

Ugh... Bądź co bądź, idealne.
 

 
Ugh.. Muszę się w końcu jakoś ogarnąć. Ktoś patrzący na to wszystko z zewnątrz uznałby mnie za normalną dziewczynę, która nie odmawia sobie niczego. Ale tak nie jest.. Popadam ze skrajności w skrajność. Rygorystycznie głoduję na przemian z obżeraniem się ilościami jedzenia przy których każdy normalny ( i rozsądny! ) człowiek odpadłby przed półmetkiem.
Najgorsze jest to, że mi nie sprawia prawie żadnego problemu niejedzenie niczego przez cały dzień, tylko w tych momentach, gdy mam nagły atak łakomstwa ( podkreślam - ŁAKOMSTWA, NIE GŁODU ) mam ochotę się złamać, ale zawsze, gdy 'łamię się' i zaczynam żreć nie mogę uwierzyć, że tak nisko upadłam. A gdy już zacznę, potrafię jeść i jeść kilka godzin. Zdarzyło mi się tak kilkakrotnie przy przyjaciółce i mamie. One mówią mi, żebym przestałą jeść, opanowała się - a ja śmieję się i jem dalej. NIE UMIEM NAD SOBĄ ZAPANOWAĆ. MATKA MÓWI MI, ŻEBYM MNIEJ JADŁA. Gdyby tylko wiedziała...
Przez równe 2 tygodnie moja waga powiększyła się o 5 kg.. Nie mogę na siebie patrzeć. Co prawda tamtejsze ważenie było przy żołądku prawie pustym, bo 'tylko na obiadach' od jakiegoś tygodnia, a obecnie nie ma momentu, żebym nie miała go napełnionego. No może poza wczorajszym dniem, nic nie jadłam. Dzisiaj tez chciałam. Rano konsekwentnie wymigiwałam się od jedzenia, używając zwrotów "jadłam w domu" i "zjem na zbiórce", ale potem.. Zaczęło się od dwóch cukierków i szybko przeszło w chipsy, żelki, tortillę, obiad w domu, chałwę, czekoladowego zająca, 3 kawałki ciasta i 2 pomarańcze. I czy to jest normalne? Co do cholery jest ze mną nie tak?
Głodowanie nie przeszkadzałoby mi, ale właśnie to obżarstwo niszczy mi psychikę. Nie mogę na siebie patrzeć, wstyd mi za siebie. W "pamiętniku" wyzywam siebie od tłustych świń i szmat każąc trzymać łapy z dala od jedzenia, a na następny dzień siedzę obłożona słodyczami. Kwintesencja szczęścia to dla mnie porcja obiadu, dwa Grycany ( jeden półlitrowy zjadam naraz bez problemu ) i słoik nutelli. I z jednej strony po takich napadach mam 'wyjebane' na to jak wyglądam i ile ważę, ważne, że "jedzenie mnie uszczęśliwia", ale z drugiej, jak już wspomniałam, czuję się tak, że lepiej nie będę tego dokładnie opisywać, bo już wystarczająco tu wulgaryzmów upchałam... Prawie całe dnie myślę o jedzeniu. I żrę. I myślę o głodowaniu. Ale chuj, dalej żrę. Co do cholery jest ze mną nie tak?

  • awatar Mała_Wariatkaa❤: może udaj się do lekarza? bo to co piszesz nie jest normalne. ;v ja na Twoim miejscu bym poszła. Może się dowiesz dlaczego tak jest.
  • awatar SugarFirefly: A ja bardzo chcę przytyć i mimo, że naprawdę niczego sobie nie żałuję - nie mogę. Do tego te powtarzające się bóle brzucha mnie psychicznie wykańczają:( Lekarze uważają, że jak jestem młoda to na pewno nic mi nie jest i bagatelizują objawy. To przykre...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak zgubnym dla człowieka jest trafić na blogi pro-ana.. Sam nie wiesz, kiedy zaczynasz mieć obsesję. Ale mi to minie. Kiedyś tam. przy mojej mamie nie dam rady długo oszukiwać. Więc już dość. Anę zostawię dla siebie.

Wczoraj. To było żałosne. Przyszła do mnie przyjaciółka. Zjadłam ruskie pierogi, kawałek pizzy, piernika, kilka śliwek w czekoladzie, sporo nutelli i mały wafelkowy torcik. Poszłam do łazienki. Zaczęłam płakać. Ani trochę nie umiałam się opanować. Chciałam jeść, jeść i jeść jednocześnie nienawidząc jedzenia. Gdy poszła zaczęłam ćwiczyć. Płakałam i ćwiczyłam. Było mi okropnie niedobrze. Stałam nad kiblem. Ojciec wrócił do domu. Musiałam się ogarnąć, nic z tego nie wyszło. A miałam nic nie jeść przez cały dzień. zawsze, gdy mam taką okazję, spieprzę to.



Mam swój zeszyt, w którym zapisuję wszystko co mnie motywuje do odchudzania. Wydrukowane zdjęcia, porady, cytaty, thinspiracje, wymiary, okropne myśli z zakątków mojej głowy. Pomaga mi to cały czas. Gdy jem normalnie, przelewam tam swoje myśli i nie przejmuję się jedzeniem. Ale pomijając.. Takie "fazy" jak teraz zdarzają mi się bardzo rzadko, jednak jeśli już są, są dość intensywne.

  • awatar Z życia pewnej gitary ;): Myślę, że nie powinnaś aż tak bardzo się przejmować, moim zdaniem wyglądasz naprawdę dobrze :).
  • awatar Chhimera: Kochana, ale nie męcz się wyrzutami sumienia bo źle nie wyglądasz ;> Ustaw sobie jakiś limit kaloryczny i żyj spokojnie! ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jakoś machnęłam ten tekst tak totalnie z głębi siebie jako pierwotną wersję wypracowania na religię, która jednak nie ujrzała światła dziennego, bo jak się okazało, źle zrozumiałam zadanie. Więc pragnę się jednak nim podzielić. Dlaczego? Bo tak chcę, ot co...

Obecnie dla ludzkości uchem igielnym* jest zachowanie moralności wśród otaczających nas z zewnątrz negatywnych bodźców. O to trzeba zawalczyć, a społeczeństwo się już poddaje.
Ludzie zatracili zdolność do okazywania uczuć. Nie wszystkich, bo na co dzień przecież widzimy obojętność, nienawiść i cynizm, ale tych, które właśnie najbardziej powinni pielęgnować. Które małżeństwo po 40-stce powie teraz do siebie przy śniadaniu „Kocham Cię”? Który nastolatek przytuli się do matki? Nikt dziś nie mówi co czuje. Boimy się opinii innych sami będąc dla innego człowieka bezwzględnymi krytykami. Nie będę teraz mówić, że powinniśmy nauczyć się tego na nowo, że powinniśmy się zmienić, bo tak się po prostu nie da. Obecny świat przyzwyczaił się do szarości, to jest złe, to jest chore. To go zabija.
Ludzie zatracili moralność, zabijają się nawzajem, wiele osób popełnia samobójstwo, bo podobno nie umie żyć w dzisiejszej rzeczywistości. Chciałoby się teraz powiedzieć: „Ale to nie ja, ja jestem normalny!” Tylko wiecie co? To nie jest prawda. Wszyscy razem pogrążamy ten świat nieważne jak nieszkodliwe wydają nam się nasze działania. Fakt, nie kroimy ludzi, ani nikogo jeszcze nie zabiliśmy, ale czy to ważne? To co widzimy w mediach staje się dla nas czymś na porządku codziennym. Tak po prostu jest i nic nie da się z tym zrobić. Tylko, że w ten sposób sami sobie serwujemy jeszcze większe pranie mózgu. Ludzie nie potrafią tego przezwyciężyć. To właśnie jest ich największą słabością. Każdy ma szansę, by się podnieść, jeśli ocali wśród tłumu odrobinę rozumu, tylko tak niewielu z tej szansy korzysta. Ludzie popadają w alkoholizm, nałogi, dlatego, że widzą w tym jedyne wyjście. Jedni zarabiają miliony, a inni grzebią w śmietnikach. Skoro tak jest dlaczego ci bogacze się nie podzielą? Dlaczego wciąż dążymy do tego, by mieć lepsze auto, kosztowniejsze ubrania, piękniejszy dom? Nakręcamy gospodarkę polityką egoizmu. To chore, tak nie powinno być, ale ludzie nie potrafią tego zmienić.
Już dawno powinniśmy powiedzieć „Nie”, ale wciąż tego nie robimy mimo zastraszającego tempa zmian. A dzieje się tak dlatego, że dobro od zła odróżniamy dopiero wtedy, gdy widzimy skutki swoich czynów, często nie najlepsze.

• Ucho igielne – metafora, rzecz niemożliwa do wykonania


  • awatar Anonym: mnie jak coś czasami palnie na pisanie, to żeby tego największy wróg nie czytał, a to co napisałaś ma swój sens, choć ja myślę nie co inaczej, ale to dlatego że odbiegam od poziomu tego świata. :) pisz więcej!
  • awatar Dear Dairy: Bardzo dobrze to napisałaś. Wielu z nas tak myśli lecz nie każdy umie to wyraźic. Bardzo mi sie podoba. A co do tego kawałka o bogatych i biednych to zgadzam sie z toba w 100%. Dlaczego sie nie podzielą? Jest tyle bogatych ludzi a tyle biednych. Moglibyśmy zwalczyć biedę gdyby tylko ludzie nie byli chciwi.
  • awatar Sweet Blasphemy: Genialny tekst :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jasne, a czemu by nie?
Jako mała dziewczynka jedną z najpiękniejszych rzeczy dla mnie było ogryzanie z żeberek i indyczych szyjek pozostałości mięsa. Tłuste ręce, sól, zaciesz na twarzy i opcjonalnie kromka chleba, więcej nie było mi potrzeba. Mogłam żyć na samym mięsie. Gotowane kości, gorący boczek, smażona kiełbasa, kochałam to. Z czasem zaczęłam akceptować nawet wątróbkę. Schabowy zawsze musiał być odpowiednio tłusty, ale tym co mnie najbardziej cieszyło było gotowane mięso. Działo się to tak gdzieś do 10 roku życia. Potem zaczęłam chyba normalnieć.
Obecnie dokładnie od pół roku nie miałam w ustach ani mięsa, ani ryb ( z wyjątkiem wigilijnego karpia ). Początkowo rodzice ( i nie tylko ) próbowali mnie przekonać, żebym się "nie wygłupiała" jednak teraz mój wegetarianizm jest dla nich czymś normalnym. Przestali narzekać, że niszczę sobie zdrowie.

Przyznam, że czasem bardzo ciągnie mnie do mięsa, jednak tylko jako do wspomnienia. Gdy myślę o tym, że miałabym teraz zejść do kuchni, otworzyć lodówkę i zjeść kawałek szynki automatycznie coś mnie cofa. Nie myślcie sobie, że mam coś nie tak z głową, ale po prostu psychicznie mnie od tego odrzuca. Nauczona przez całe dzieciństwo nie wygłaszać głośno swoich poglądów, wciąż mam co do tego lekkie obiekcje, jednak łącznie z biegnącym czasem coraz bardziej pokazuję otoczeniu siebie.
Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo można naprawdę zwątpić w mentalność obecnych pokoleń. Widząc jak ludzie z dnia na dzień zatracają człowieczeństwo można stracić motywację, by walczyć o samego siebie na tym smętnym łez pedale ( tak, celowy błąd ).

Oto jeden z dotychczasowo przetestowanych prze ze mnie przepisów na wegetariańskie obiady. Było ich dużo więcej ( np. gołąbki z ciecierzycą, pasztet z selera, kotlety z fasoli, zielone risotto itepe itede)


MAKARON RYŻOWY Z WARZYWAMI I CURRY

Składniki:

200 g makaronu ryżowego z tapioką ( oczywiście może być też zwykły )
2 małe cebulki
kawałek pora (biała część)
mała cukinia
mała, czerwona papryka
mała marchew
4 liście kapusty pekińskiej
pół lub cała papryczka chilli
garść pieczarek
szklanka wody
łyżka koncentratu pomidorowego
curry
sól
oliwa
zioła
- w moim wydaniu również kethup


Cebulę, chilli i por kroimy w krążki, a resztę warzyw w cienkie paski.

Na głębokiej patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy, wrzucamy marchew, grzyby, paprykę, chilli, cebulę i por. Delikatnie solimy, smażymy ok. 5 – 7 minut.

Po tym czasie dodajemy cukinię i kapustę i smażymy razem jeszcze ok. 5 minut. Solimy . Warzywa mają być pół – surowe.

Całość podlewamy szklanką wody, dodajemy koncentrat, kethup i curry, doprawiamy. Lub tak jak ja - wsypujemy co nam wpadnie w ręce, byleby ładnie pachniało.

Makaron przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Podajemy z warzywami i lekkim sosem.


*zdjęcie własne*

To mit, że wegetarianin chodzi głodny. A co ma wspólnego to co jemy z tym ile jemu? Myślenia trochę poproszę polaczki cebulaczki.. Kolejnym mitem jest także to, że wegetarianin niszczy swoje zdrowie. Otóż jest dokładnie odwrotnie! To właśnie osoby nie jedzące mięsa mają dużo większą świadomość odnośnie tego ile, czego i skąd powinno się dostarczać organizmowi z przyczyn oczywistych. ^u^
  • awatar ☆M.H.Northwood☆: Ja od zawsze nie jadłam mięsa Jako małe dziecko jedyne co mi mogli wcisnąć to pierś z kurczaka.I tak zostało do dzisiaj ;) Nawet nie wyobrażam sobie mnie jedzącej wołowinę,albo jakieś inne mięsa :P
  • awatar Mian: Ja nigdy nie lubiłam mięsa, jak byłam mała nie jadłam w ogóle. Jak muszę to zjem mięso albo szynkę, ale zdecydowanie wolę ser :"D Chociaż raz spróbowałam takiego prawdziwego steka, i chyba z tego względu nie mogłabym zostać wegetarianką. Chociaż steki to drogi interes i możne 2 razy do roku mam taką okazję (: Powiem szczerze, że nigdy nie myślałam tak na poważnie o przejściu na wege, ponieważ mięsa nie ma w mojej diecie prawie wcale, a nie przypasuję sobie do tego żadnej ideologii :) Życzę wytrwałości i pozdrawiam :D
  • awatar American Apparel.: Jestem wegetarianką od ponad roku i również nie jem ryb, w sumie nie zauważam żadnej różnicy w moim życiu, jedynie sumienie mam czyste :). A do mięsa już mnie wcale nie ciągnie, choć również kiedyś je uwielbiałam :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czy jestem już wystarczająco dorosła by za siebie decydować? Z jednej strony tak. Coś krzyczy we mnie, że mogę. że powinnam, że chcę, ale z drugiej strony.. Czym tak właściwie jest dorosłość? Bo chyba nie chodzi tu o liczbę 18 na kawałku papieru? NIE O TO POWINNO CHODZIĆ.
Od wielu osób słyszę, że wyglądam i zachowuję się na starszą niż jestem o jakieś 2/3 lata. I wiecie co? Na taką się czuję.. Tak bardzo pragnę dorosłości odrzucając wszystko co " słodkie, ładne i urocze", że czasem siadam na łóżku, patrząc na stare zdjęcia i zastanawiam się "Gdzie ja przepieprzyłam swoje dzieciństwo?" Chociaż może.. Ono się po prostu wypaliło. Czuję wstręt patrząc na rówieśników. Na "superfajnepiękneinajlepszelaskiwcałejklasie" uważające, że jedyny temat do rozmowy to naśmiewanie się z kogoś, obojętnie, czy takowy ktoś siedzi obok czy nie. Gardzę nimi i tego nie ukrywam, bo na cholerę? Wolę siedzieć sama ze słuchawkami w uszach niż poddać się ich "rządom" Niejednokrotnie już słysząc od mamy, że może "nie powinnam nosić obroży, skoro się ze mnie śmieją" i 'nie wychylać się" głośnio mówiłam "Nie! Mam w dupie ich zdanie" I tak jest. "Jeśli masz choć jedną rzecz wyróżniająca Cię od reszty - noś ją!" Po prostu w moim otoczeniu nie jestem zbyt lubiana. Nie akceptują mnie, Ot co. Nie podoba im się to, że jestem taka... milcząca, że krytykuję ich jednakowość. Nie rozumieją mojego umysłu. Chcą dowodów na to, co się we mnie kotłuje, nie wierzą mi, jednocześnie nie dając sobie nic wyjaśnić.
Patrząc na swoje zdjecia.. Ja tam siebie nie widzę! Przecież to jest dziecko.. A ja? Właśnie.. Czym ja do cholery jestem?
  • awatar Mian: czerpać jak najwięcej :) Jak poszłam do liceum to poznałam masę ludzi z różnymi zainteresowaniami, różnymi gustami i to jest wspaniałe. Inspirujące. Jest kilka osób, które mogłabym określić "puste, imprezowe laski", ale czy myśląc w ten sposób nie staje się również pusta? Szanuję każdego człowieka. Jeśli mi ktoś nie odpowiada to go toleruję, ale nie krytykuję. Kiedyś było u mnie inaczej. Czasami nawet z idiotą jest dobra zabawa :) Chcemy akceptacji dla inności, a nie potrafimy zaakceptować kogoś innego od nas. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale wiem co czujesz. Pozdrawiam i powodzenia w szukaniu własnego "ja" :)
  • awatar Mian: Powiem tak, jesteś sobą. Nigdy nie byłam za zamykaniu się w jednej subkulturze, dla mnie to trochę głupie i ograniczające. Nienawidzę też klasyfikacji czegokolwiek. Sama mam trochę szersze horyzonty i podobają mi się różne rzeczy fakt słucham głównie metalu, w przeróżnych odmianach. Kocham też klasykę rocka, uwielbiam polski punk, lubię gotyckie klimaty. Noszę glany, czasami jakieś mroczniejsze dodatki. Aktualnie siedzę w różowo-fioletowych włosach, ale nie sądzę, abym mogła przypisać się do konkretnej subkultury, nie potrafiłabym :D Jeszcze rok temu miałam podobne podejście, a wcześniej bardzo bałam się pokazywać swoje 'ja" oraz mówić o moich zainteresowaniach, upodobaniach. Teraz mam na to wszytko wyjebane, i mam również wyjebane na innych, ale nie w sensie, że gardzę nimi. Każdy ma prawo do własnego życia i nie oznacza to, że jest gorszy od mnie. Nie mnie to oceniać i szczerze? Wisi mi to. Kroczę własną droga, nie oglądając się na innych, niewartych uwagi, a od tych wartościowych
  • awatar The Walking Sleep: Tak dobrze znane uczucie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z pewnością bolesna, ale czy porównywalna z tą realną?

Przyjaźń internetową cechuje duża szczerość, ale też pewna monotonia. W XXI wieku posiadanie tzw "ip" jest bardzo powszechne, ale czy to tak naprawdę coś więcej niż zwykła znajomość? Wiele osób twierdzi, ze internetowe przyjaźnie są lepsze niż te realne, samej ciężko mi osądzić, jednak nieco w to powątpiewam. Te osoby po prostu ulokowały szczęście, którego nie znajdują w otoczeniu, w internecie. Tym żyją, dzięki temu żyją, to je cieszy. Jednak to też nie najłatwiejsza rzecz. Zawsze chce się czegoś więcej, a tego "więcej" się nie otrzymuje
Jak już wspomniałam, jest to również bardzo bolesne. Gdy osoba, którą kochasz swoim małym serduszkiem znajduje się kilkaset kilometrów od Ciebie, a Ty wiesz, że w najbliższej przyszłości niedane Wam będzie się spotkać. Chciał(a)byś spojrzeć jej w oczy, dotknąć, przytulić się, powąchać. Ale nie możesz.. I siedząc wieczorami, słuchając smętnych piosenek ze łzami na twarzy czujesz się tak żałośnie błądząc myślami za kimś kto może wcale tak bardzo się nie przejmuje. Bo skąd możesz to wiedzieć? Wiesz, widzisz tyle ile on Ci udostępnia, nie widzisz zachowania tej osoby, a mimo to jesteś tak bardzo do niej przywiązany(a). I boisz się, tak cholernie się boisz, że to co Ciebie utrzymuje przy zdrowych zmysłach dla niej nic nie znaczy. Lub przestanie znaczyć, bo jesteś tak nudny(a), że już nie długo z Ciebie zrezygnuje. Przecież tyle "kocham Cię" było już rzucanych na wiatr, bez konsekwencji. Nie możesz osądzić co jest prawdą, a co fałszem. I gdy widzisz, że ta osoba przestaje się starać czujesz się tak, jakby cały Twój świat miał zaraz runąć. Masz ochotę krzyczeć "POWIEDZ COŚ, KOCHAJ MNIE, CHCĘ BYĆ CZĘŚCIĄ TWOJEGO ŻYCIA tak kurewsko tego pragnę..." Ale przecież.. Ty nie chcesz się narzucać..
 

 
A co się będę przejmować, pochwalę się bo jestem z siebie dumna c:
Po jakimś pół roku w końcu skończyłam moją małą himba, która teraz dumnie zdobi mi ścianę obok biurka c:
Strasznie mnie kuje w oczy to, że za mało wycieniowałam gałki oczne :c no ale poprawiać już nie będę, następnym razem wyjdzie lepiej c:
Jeszcze tak po cichutku chciałam Was zaprosić na mojego ig z innymi rysunkami :3 Mam nadzieję, ze komuś się spodoba to co robię.

https://www.instagram.com/_sweet_psychopath_/

A tu kilka zdjęć ( model - Wiesiek ):





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Niby ferie a ja nijak nie odpoczywam... Codziennie coś mam do roboty, spotkania ze znajomymi, kółko plastyczne, kościół ( niestety bierzmowanie ), wyczerpujące treningi ( z tego się akurat jak najbardziej cieszę). Ile to razy mama powtarzała mi że powinnam z czegoś zrezygnować, bo jedynym moim wolnym (nie licząc mszy) dniem jest niedziela i to nie zawsze. Pracuję na pełen etat, ale jest to praca, którą kocham i z której za nic nie zrezygnuję. Brak czasu na rysowanie, brak czasu na pisanie, zazwyczaj brak czasu w roku szkolnym na znajomych, nauka do północy, wieczne niewysypianie się, przemęczenie. Tak. Nie zrezygnuję z tego.
No i znowu idea kolejnego bloga mi się nieco rypła z braku czasu/motywacji na pisanie. Ale teraz postaram się więcej pisać przez ferie mimo wszystko. Mam już kilka pomysłów w głowie. Zazwyczaj wygląda to tak, że choć wiem o czym chcę napisać, nijak nie wiem jak, włączam Pingera i wszystko pisze się samo. Bez zastanowienia, może i bez sensu, ale kto by się tym przejmował? Hulaj dusza, piekła nie ma! Czy jakoś tak..
Miłego drogie duszyczki, które zaplątały się aż w mój smętny kącik internetów.
A co mi zależy, miłych koszmarów..
http://b4.pinger.pl/5e1d3bf0c4de6fe330afa97d952b87cf/FB_IMG_1454534888813.jpg
 

 
Ach gimnazjum, gimnazjum. To właśnie ten 'piękny' czas za którym tak każdy tęskni. Czas pierwszego alkoholu, pierwszego papierosa i ( o ironio!) czas regularnych pogadanek profilaktycznych. Taka to ta nasza młodzież zepsuta.
To właśnie teraz część z nas się wyodrębnia tworząc swoje własne spojrzenie na świat. Niby okres buntu, a jednak buntu, który nie jest możliwym do zrealizowania przez liczne nakazy i zakazy. Jesteśmy za starzy by zachowywać sie jak dzieci i za głupie zachowania "dostajemy zjeby" od wszystkich dookoła, a jednocześnie za młodzi by mieć własne poglądy, przekonania, odrębne zdanie. Ale nie o tym.. Chyba ciut za bardzo sie rozpisałam, chodzi mi przecież o rodziców. A więc..
Niech teraz łapkę podniesie ta osoba, której stworzyciele akceptują wszystko co robi. Nie chodzi mi tutaj o rzeczy typu robienie za panią do towarzystwa na pobliskich dyskotekach czy typowe (zazwyczaj jakiegoś młodego wujka) "chodź, napij sie z nami" ale o sprawy pokroju: ubiór, znajomi, kolczyki, poglądy, spędzanie czasu wolnego, wychodzenie z domu itp. Jeśli jedna z Twoich rąk znalazła się teraz w górze wiedz, że Ci zazdroszczę. Bardzo. Moi rodzice to para dwojga nietolerancyjnych osób, traktujących mnie momentami jak pięcioletnie dziecko (ja wcale nie wyolbrzymiam), każących mi wracać do domu przed zmierzchem bez znaczenia o której godzinie by on był i uważających wszystko co inne i niestandardowe za nienormalne i godne potępienia (również ani trochę nie wyolbrzymiam). Szczerze mówiąc chciałbym mieć młodsze rodzeństwo, ale tylko dlatego, żeby przestać być na wieki tą małą córeczką, która ze względu na to, że jest najmniejsza, "nie poradzi sobie sama w życiu.." Tylko nie zrozumcie mnie źle, kocham swoich rodziców, chociażby z samego względu na to, że mnie wychowali i zapewnili szczęśliwe dzieciństwo, jednakże spoglądając czasem na nich z dystansu wiem, że jako ludzi nie polubiłabym ich nigdy. Nie będę tłumaczyć dlaczego, to raczej nie jest miejsce na to.
W każdym razie.. Obecnie jednym z moich pragnień jest wyjechać do liceum w Warszawie po to by zaznać trochę wolności i uwolnić sie z mojego prywatnego więzienia. Chcę żyć bez czujnego oka matki kontrolującego co robię 24/7 i negującego większość rzeczy. Ale wiem, że to minie. Jestem świadoma tego, że kiedyś będę mój obecny sposób pojmowania rzeczywistości uważała za dziecinny i wyjątkowo samolubny. A właściwie to i teraz tak sądzę. No ale cóż, każdy wiek ma swoje prawa..

  • awatar Zagubiona w szarej rzeczywistości: Hmm czytając to mogę stwierdzić,że mam podobną sytuację.Mając te 19 lat ja nadal jestem kontrolowana,żyję w domowym więzieniu.Dopóki moi rodzice żyją to zawsze będą mnie traktować jako 5-letnią dziewczynkę, z jednej strony to żenujące ale z drugiej jestem ich jedyną córką.Każdy rodzic ma obawy,dlatego należy im wybaczyć ale zawalczyć chociaż nie do przesady o siebie.
  • awatar The Walking Sleep: Co do gimnazjum to według mnie jest to takie miejsce, czas, który nic nie wnosi do naszego życia. To jest taka 3-letnia pustka, przez którą tak jakby się staczamy. Nagle zaczynamy myśleć, że jesteśmy dorośli, że możemy wszystko no bo nikt nam nie zabroni. Szczególnie zobaczyłam to kiedy odwiedziałam swoje stare gimnazjum. Z roku na rok jest coraz gorzej. A co do rodziców to tak naprawdę zrozumiemy ich zamiary za parę lat. Teraz możemy się z nimi kłócić, wyklinać ale oni chcą dla nas dobrze. Chociaż gorzej jest jeśli nie tolerują cię takiej jaka jesteś, jak się czujesz... A zmieniając temat. Mam takie pytanie z innej beczki. Czy może nie chodzić na kursy przygotowawcze do Supraśla? Bo jakbym cię kojarzyła. Pozdrawiam!
  • awatar ♥ Zamyślona ♥: Ja chodzę do 6kl podstawówki ale z moją mamą kłócę się codziennie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Hey! Hi! Hello!
A co się będę ograniczać.. Ruszam z wyzwaniem rysunkowym! Każdego dnia mam do wykonania określone coś, chcę w końcu poćwiczyć nieco rysowanie z wyobraźni, bo nie jest to moją mocną stroną :3 A więc zaczynamy..

Dzień 1 - Ty

Niestandardowo, ale jest.



A oto całe zadanie, mam nadzieję że uda mi się je zrealizować :>

  • awatar Zagubiona w szarej rzeczywistości: Podejmę się również wyzwania :3 A rysunek świetny :*
  • awatar The Walking Sleep: Super pomysł z tematycznymi rysunkami! Może gdybym miała więcej czasu to i ja bym się tego podjęła :D W każdym razie widzę, że mamy dużo wspólnego, jeżeli to jest naprawdę odzwierciedlenie Ciebie. Pierogi ruskie życiem ^^
  • awatar Beautiful Fetish: świetny rysunek, chyba też zmierze się z tym wyzwaniem ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Czyli jak to dokładnie się potoczyła ta moja historia z tańcem oraz jak przerodziło się to w wielką miłość

Na zajęcia zapisałam się na początku V klasy podstawówki razem z ówczesną przyjaciółką, z początku miała być to tylko zabawa, no bo czy w wieku tych 11 lat można mieć jakieś wielkie plany? Zafascynowana wtedy disney'owskim serialem "Taniec rządzi" pragnęłam zacząć ćwiczyć taniec nowoczesny, ale w mojej okolice działały jedynie dwie szkoły: street dance'u i tańca towarzyskiego, więc chcąc nie chcą wybrałam tą drugą, gdyż nie ciągnęło mnie jakoś do wyginania swego ciała przy hip hop'owej muzyce. W tańcu dążę raczej do subtelności i wyrażania swoich uczuć przez ruchy. Weźmy na przykład rumbę - taniec miłości, charakterne tango, szybką i kobiecą sambę czy wesolutkiego jive'a.
No ale wracając...


Przez pierwszy rok uczyłam się w grupie początkującej gdzie nikt nie miał partnera, a następnie razem z kilkoma osobami, tymi nielicznymi, którzy nie zrezygnowali, przeszłam do grupy zaawansowanej. Poziom tam był naprawdę zróżnicowany, gdyż na tych samych zajęciach tańczyły osoby z klasą B oraz początkujące. Jednak mimo satysfakcji czerpanej z treningu byłam wciąż sfrustrowana, bo przez brak partnera nie mogłam się rozwijać w tańcu. Przyznam się bez bicia - jestem perfekcjonistką i bardzo mi to przeszkadzało.
We wrześniu, gdy miałam zacząć trzeci rok nauki w szkole tańca sprawy zarówno z samymi lekcjami jak i przyjaciółką, która towarzyszyła mi na treningach nieco się pokomplikowały, wiec koniec końców z wielkim żalem zadecydowałam, że rzucam taniec. Po telefonie do trenera dowiedziałam się, że gdybym w terminie wróciła na zajęcia istniałaby szansa, że będę tańczyć z partnerem, ponieważ kilka dziewczyn zrezygnowało. Gdy mama mi to przekazała załamałam się całkowicie. Pół dnia siedziałam zamknięta w pokoju rycząc pod kołdrą nad zaprzepaszczoną okazją realizowania swojej pasji. Wiele czasu później, całą jesień, zimę i wiosnę zdarzało mi się, że kiedy byłam wesolutka, pomyślałam tylko o tańcu i oczy zachodziły mi łzami, a serce zaczynało wariować. Nie potrafiłam prawidłowo żyć.
Po drodze były jeszcze telefony do trenera w czerwcu, ale ich nie będę opisywać, bo i tak niczego nie zmieniły. We wrześniu tego roku powiedziałam sobie "Pieprzyć wszystko, ja muszę tam wrócić!" Przed dwa miesiące nie umiałam wydusić z siebie zdania " mamo, chcę wrócić do tańca" Jednak kiedy już to zrobiłam wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko.
Poszłam na pierwsze zajęcia, po których miałam mieć lekcję prywatną, by przypomnieć sobie w pełni dawne choreografie, jednak trener oznajmił, że mogę dalej kontynuować naukę sama lub cofnąć się do poziomu zerowego by tańczyć z partnerem, który dopiero co się zapisał. Ach, po niedługim namyśle wybrałam to drugie. I tak to się potoczyło, że obecnie tańczymy razem w grupie zaawansowanej, jesteśmy tam parą na najniższym poziomie, jednak są też osoby tańczące indywidualnie więc nie czuję się najgorzej. Tańczy mi się z M źle jednak nie mogę dużo wymagać, bo choć sama umiem o wiele więcej jestem tylko jedną z trenujących osób.



Tak oto mimo wyczerpujących treningów, braku chęci i złych nastrojów w moim życiu wciąż uczestniczy taniec towarzyski, coś dzięki czemu nie muszę mieć ekstrawaganckich ciuchów ani być popularną by czuć się wyjątkowo, by czuć się sobą.
  • awatar Mian: Zajęłaś mnie tą historią, piękna puenta na koniec :) Taniec to piękna sprawa i cieszę się, że go nie porzuciłaś, życzę mnóstwa sukcesów :) Sama chciałam w wieku 12 lat zapisać się na jazz, ale nie miałam takiej możliwości w moim mieście, już wcześniej miałam iść na towarzyski, miałam nawet potencjalnego partnera(który teraz tańczy już 7 lat), ale stwierdziłam, że chyba to nie dla mnie. Potem była jeszcze faza na capoeire, ale również stwierdziłam, że się nie nadaję i sobie nie poradzę :D A jak miałam 6 lat chciałam stepować ^^ Dlatego podziwiam wszystkich co realizują się w tańcu i uwielbiam go oglądać :) Dużo zapału :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ahoj!
Co by tu można napisać w pierwszym wpisie?
Nie lubię takich powitań, tak jak życzenia nigdy nie wychodzą mi dobrze cx. No ale..
Jestem Dominika (Doma, Domka, Domek, Chałupa, jak kto woli). Od dziś już rocznikowo 15. Interesuję się rysowaniem, malowaniem, trenuję taniec towarzyski, jestem harcerką i tamburmajorką, no, to już się znamy.
A, zapomniałam tez dodać, że jestem nienormalna, z natury raczej depresyjna osóbka, jednak nie lubiąca się nad sobą użalać. Nie umiem być czuła, nie lubię się przytulać, czas spędzam raczej sama, lubię krew i ładne pająki, dziwna, co nie?
Dobra, nie będę już zanudzać pisaniem o niczym =^.^= Mam nadzieję, ze z tego bloga nie zrezygnuję tak jak z poprzednich ( 4 )

  • awatar Mian: Nawet nie wiesz, jak mi humor poprawiłaś swoim powrotem :) Naprawdę. Powodzenia i wytrwałości życzę <:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›